3/30/2012

Wpis trzeci

Erin stanęła przed drzwiami gabinetu, jak się okazało doktora Goldstain'a.
-Wejdź prosze -usłyszała zanim zapukała
Uchyliła drzwi i zajrzała do środka. Gabinet był umeblowany typowo dla psychiatrów: biurko, sofa dla pacjentów, fotel i cała masa dyplomów i świadectw na ścianach. W dodatku wszystko przystrojone miękkimi dywanami, boazerią... I całość w ciepłych, nieco mdłych, odcieniach brązu.
-Dzień dobry... -przywitała się nieśmiało
-Wejdź, wejdź... usiądź na sofie. Zaraz do Ciebie podejdę. -rzucił zza monitora
Dziewczyna posłusznie usiadła i zapadła się w miękkim meblu.
Po chwili Goldstain zasiadł w fotelu naprzeciw różowowłosej.
-A więc... Wiesz czemu się tu znalazłaś?
Zapadła chwila ciszy.
-Z powodu tamtego wypadku?
-Tak... To jest powiązane z "wypadkiem", który miał miejsce dwa dni temu w twoim domu. Możesz powiedzieć co się stało?
-Em.. Tak... Wybuch pożar.
-Tak. A czy wiesz dla czego?
-Nie, nie wiem.
-Śledztwo wykazało, że to nie wina wadliwej instalacji... Źródła ognia nie znaleziono.
-Twierdzi pan, że sama wywołałam pożar?
-Nie. Ja nie jestem od tego. Jestem doktorem, nie policjantem. Mam ci pomóc, nie dochodzić winy. -rzekł i zapisał coś w notesie na kolanie
-Ogień pojawił się w twoim pokoju, wieczorem. Byłaś tam gdy ogień zaczął się rozprzestrzeniać. Spędziłaś tam trochę czasu, ale wyszłaś bez najmniejszego oparzenia.  W szpitalu twierdziłaś, że twoja ręka płonęła. Możesz mi to wyjaśnić?
-Miałam przewidzenia. Bałam się.
-Czyli halucynacja? -znów coś zanotował
-Nie. Zwykłe przewidzenie. Czy panu się to nie zdarza? Gdy idzie pan nocą i kątem oka dostrzeże ruch to nie wydaje się panu, że coś widział?
-Nie spaceruje nocą, ale to nie o mnie mamy rozmawiać. A czy tutaj też zdawało ci się, że twoja ręka płonęła?
-Nie.
-Dobrze... Teraz pokaże ci parę obrazków, a ty powiedz co widzisz.
Goldstain wyciągną z szuflady biurka tabliczki z "kleksami". Pokazywał je Erin dobre piętnaście minut poczym stwierdził, że jest wolna.
-Na dziś to wszystko. Ojciec stwierdził, że jesteś zamknięta w sobie, więc znajdź jakiegoś przyjaciela. Rozmawiajcie, śmiejcie się.. Zapisze cię na terapię grupową.
-Do widzenia -odparła i wyszła
~Terapia grupowa? Kpina! Czuje się jak autentyczny czubek...
Dziewczyna ruszyła przed siebie. Po dobrej godzinie spaceru pośród białych korytarzy z obawą stwierdziła, że nie wie gdzie jest. Spojrzała jednak na Lokalizator, który wzywał na świetlice. Ruszyła więc z nadzieją spotkania Allena...

3/29/2012

Wpis Drugi


Obudził ją szczęk automatycznego zamka drzwi.
-To wszystko zły sen –rzuciła sennym głosem przecierając oczy
Mimo, że łóżko było nie gorsze niż w jej domu to nie wyspała się i nie miała żadnych snów. Przynajmniej żadnych nie pamiętała.
Drzwi otworzyły się, a do środka wszedł „opiekun” Erin. W rękach trzymał paczkę.
-Dzień dobry. Wyspana? –spytał choć nie czekał na odpowiedź- Tutaj masz trochę rzeczy. Twój ojciec je przysłał…
Położył pakunek na stoliku.
-Za pół godziny jest śniadanie. Powinnaś łatwo trafić, w razie co pytaj lub spójrz na swój lokalizator. Właśnie! Tutaj jest twój! –rzekł i wyciągnął z kieszeni urządzenie przypominające zegarek, które założył dziewczynie na rękę
Zapięcie było zrobione tak, że można było je zapiąć, odpiąć już nie.
-Noś go zawsze i nie próbuj ściągać. Jest wodoodporny, więc nie martw się.
Wyszedł zamykając za sobą drzwi i zostawiając ją samą ze sobą.
-Fajnie! Gps… Pewnie działa też w drugą stronę –zakpiła
Wstała i podeszła do stolika. Otwarła pudło. W środku znajdowało się kilka ubrań, zdjęć rodzinnych, paczka baterii i błękitny kryształ w kształcie ośmiościanu zawieszony na srebrnym łańcuszku. Zdjęcia natychmiast wylądowały na podłodze, a rzeczy pozostawione w pudełku postawione obok łóżka.
-Nareszcie… -westchnęła zakładając naszyjnik
Nie lubiła rozstawać się z pamiątką po matce.
Wyszła na korytarz rozglądając się cały czas. Kierując się według wskazań „lokalizatora” dotarła na stołówkę. Do śniadania zostało jeszcze jakieś 10.minut więc było pustawo.
Z łatwością odnalazła chłopaka, z którym wczoraj rozmawiała. Znów miał kaptur na głowie.
-Można? –spytała podchodząc
„Tak”
-Smacznego
„Dziękuje”
Popatrzyła na niego znów się dziwiąc. Jadł, ale przed nim stała porcja dla czterech może pięciu osób.
-Ty to wszystko zjesz?
„Tak”
-Zawsze tak? –spytała patrząc na raczej chude, zwinne dłonie
„Tak”
~Przy nim nawet mój ojciec zdaje się normalny
Wskazał na okienko, przy którym wydawano posiłki. Zrozumiała. Wstała i podeszła.
-Witam. Nowa? –spytał młody kucharz w czepku na głowie- Co podać?
-Em… Tak, jestem tu od wczoraj. A co macie?
-Wszystko, dosłownie. To nie jest szkolna stołówka. –zaśmiał się
-W taki razie poproszę solankę rybną, befsztyk z sosem śliwkowym i czekoladową maślankę -zakpiła
-Chwileczkę.
Chłopak znikł w głębi kuchni, po czym wrócił z „zamówieniem” Erin.
-Proszę –podał jej tace
Różowowłosa zamrugała kilka razy niedowierzając.
-D-dzięki
Wróciła z jedzeniem do stolika. Gdy usiadła Allen wciągnął zapach potraw przyniesionych przez nią i pokiwał głową z aprobatą.
-Rany! Ty to naprawdę zjesz i to całkiem szybko. –stwierdziła patrząc na jego tacę
Jej zawartość zmniejszyła się o połowę. Wzruszył ramionami.
Zjedli w milczeniu.
-Pycha! Ale się objadłam…
Lokalizator Erin zapikał i zaświecił wyświetlając komunikat „Zapraszam na terapię”
-Chyba mnie wzywają.. Sprytne to. Nie sądzisz?
„Nie”
Białowłosy przyłożył palec wskazujący do skroni i udał, że wwierca się nim w czaszkę. Zdawał się mówić „Nie daj się”
-Cóż… Może masz rację, ale będę grać w ich grę. Chcę stąd wyjść…
Pokręcił tylko głową…
-Do zobaczenie –rzuciła i poszła za wskazaniami urządzenia

Wpis pierwszy


Dwóch potężnie zbudowanych ochroniarzy tajnego zakładu psychiatrycznego, dla rodzin przedstawicieli rządu z całego świata, siłą wprowadzało na świetlicę dziewczynę o różowych włosach.
-Przestań mnie obmacywać! –krzyknęła usiłując się wyrwać
Na wiele się to nie zdało. Sama ich masa przytłaczała drobną, choć wysoką, dziewczynę.
Całej tej scenie przyglądał się cały oddział, jednak zareagował tylko jeden chłopak. Podszedł do dryblasów i chwycił ich za kołnierze, a następnie cisnął nimi na najbliższą ścianę.
Mimo, że był od nich niższy o głowę przerazili się nie na żarty.
Obrzucił ich ostrym spojrzeniem spod cienia kaptura płaszczu i wyciągnął jednemu z kieszeni iPad’a, którego podał różowowłosej. Widząc to wszystko mogła się jedynie dziwić. W między czasie ochroniarze zebrali się z ziemi i zniknęli za drzwiami.
-Dzięki za pomoc i za iPad’a. –zwróciła się do swojego wybawiciela rozmasowując obolałe ramie
Złotooki jedynie zsunął wysoki kołnierz z ust i uśmiechnął się delikatnie, po czym wrócił do stolika, przy którym siedział wcześniej. Znów pochylił się nad rozpoczętą, samotną partią szachów.
-Hej. Mogę się przysiąść? –spytała nieśmiało
Kiwnął twierdząco głową.
-Jestem Erin, a… -urwała w pół zdania czując na ramieniu czyjąś rękę
-Witaj –zwrócił się de niej lekaż- Będziesz od dziś pod moją opieką i mam nadzieje, że razem poradzimy sobie z twoim problemem. Terapię zaczniemy od jutra, więc na razie odpocznij.
~Heh… Grajmy w ich grę to może szybciej stąd wyjdę -pomyślała
-A! Jak widzę zaprzyjaźniłaś się już z Allenem… Eh, muszę cię ostrzec-jest mało rozmowny. Szczerze mówiąc to nie odezwał się słowem już od siedmiu lat. –rzekł i ruszył dalej wesoło pogwizdując i doglądając innych pacjentów. Mniej lub bardziej szalonych.
-Ty naprawdę nie…
Wzruszył ramionami urywając temat. Wskazał zachęcająco na szachy.
Dziewczyna westchnęła. Nie pojmowała jak można nie wypowiedzieć choćby słowa przez tak długi czas. Erin przygasła na chwile, po czym znów się ożywiła. Tylko oczy Allena pozostały niezmienne, tak jak pięć lat temu.
-Skoro ty nic nie mówisz, to ja będę gadać za nas dwóch –rzuciła z szerokim uśmiechem
Wykonała ruch gońcem bijąc wierze.
-Dlaczego tu jesteś? Eh. Pytania nie mają sensu…
Zbił gońca skoczkiem i wskazał na białego króla „Szach”
- Dobry jesteś. Możesz zdjąć kaptur? Dziwnie się czuje rozma… Mówiąc do ciebie nie widząc twojej twarzy.
Zbiła królową jego skoczka
-Szach
Popatrzył na nią spode łba jakby się zastanawiał, poczym jednak zsunął kaptur odsłaniając niemal śnieżnobiałe długie włosy.
-Oh! –westchnęła
Złote oczy, białe włosy i około dwudziestu lat. Całokształt przedstawiał się co najmniej szokująco.
Nie przejmując się jej reakcją wykonał swój ruch. Zbił królową gońcem, poczym przewrócił jej króla. „Szach mat’
-To nie twój naturalny kolor? –spytała niepewnie
Pokiwał głową najpierw na tak, później na nie.
-Nie farbowałeś?
„Nie’
-Więc.. Osiwiałeś?
„Tak”
Chciała spytać o coś jeszcze, ale zjawił się jej lekarz „opiekun”.
-Czas na zabawy się skończył. Odprowadzę cię do twojego pokoju.
Spojrzała na Allena, ale ten był już przy drzwiach.
Wstała więc i posłusznie poszła za lekarzem. Zaprowadził ją do niewielkiego pokoju, w którym znajdowało się dość wygodne łóżko, krzesełko i stolik. Wszystko przymocowane do podłogi i obite ochronną warstwą.
Gdy tylko została sama położyła się próbując zasnąć. Wciąż myślała o tym co się dziś wydarzyło…