Rządowy Psychiatryk
Uwięzieni przez własne koszmary Krzyczą przez sen
6/07/2013
12/11/2012
Wpis VI
Płomienie powoli zgasły zostawiając osmolone ściany. Erin próbowała utrzymać świadomość, jednak tylko ułamki scen zostały w jej pamięci... Zdziwienie Goldstein'a, jego marudzenie na materiały budowlane i ciemność pokoju Allena. Później już tylko ciemność... Ocknęła się naga w, jak wyczuła, łóżku.
-Gdzie ja jestem? -spytała w mrok
Po drugiej stronie pomieszczenia zabłysły złote oczy. Z ust dziewczyny wydobyło się westchnienie.
-Nie bój się. Już zapalam światło. -usłyszała w swojej głowie
Rozległo się kliknięcie i jasność oślepiła ją na chwile. Gdy źrenice dostosowały się do światła ujrzała, że jest przykryta. Ręką wymacała kryształ. Całe szczęście-był na miejscu. Cała podłoga zawalona była książkami i innymi przedmiotami, które tworzyły sieć ścieżek. Ściany wyłożone były zdjęciami, plakatami i wycinkami z gazet. Niektóre fotografie przedstawiały kogoś kto mógł być nawet podobny do Allena... Właśnie! Spojrzała na niego. Siedział pod ścianą z książką na skrzyżowanych nogach. Szczelniej otuliła się pierzyną i usiadła. Co się wczoraj stało? Zżerała ją niepewność... I strach. Bo przecież była nieprzytomna i naga...
-Ubranie masz koło łóżka, odwrócę się. -znów usłyszała telepatyczny przekaz
Posłusznie ubrała czarne bojówki i nieco za dużą bluzę.
-Możesz mi to wszystko wyjaśnić? -spytała drżącym głosem
-Za... Za... -wycharczał- Poczekaj chwile -dodał w myślach
Przyłożył dłoń do gardła, a ta zapłonęła na zielono. Westchnęła, a białowłosy mruczał coś przez chwile.
-Wybacz... Czas robi swoje -rzekła normalnie, niemal tym samym głosem, który słyszała wcześniej w głowie. Był tylko nieco zachrypnięty
-Położyłem cie i nie ubierałem z przyzwoitości... Nic nie zrobiłem...
-Wiesz, że nie o to pytam!
-Nie musisz się unosić...
Skinął ręką, do której podniosła się szklanka z wodą. Upił spory łyk i westchnął
-Co tu się dzieje? Czemu mówisz? Skąd ten płomień? Czemu rzeczy lewitują? Czemu...
-Nie wszystko na raz, prosze. Mówię, bo mam dla kogo
-A ten głos w głowie?
-Wybacz. Wiem, że to nieetyczne używać telepatii bez zgody...
-Telepatia?
-Telepatia, telekineza, pyrokineza..
-To jakieś chore!
-Mówisz tak, a sama jesteś użytkownikiem
-Kim?
-Przecież ten płomień był twój. Nie mów, że nie wiesz... -roześmiał się- Trafił mi się ktoś kompletnie nieopierzony! Ha!
-To nie jest śmieszne! -jej oczy się zaszkliły
Podszedł do niej i poczochrał po włosach
-Spokojnie...
Spojrzała na niego unosząc głowę. Wyglądała jak małe dziecko
-A co z..
-Nimi nie zaprzątaj sobie głowy. Chodź, zaraz śniadanie. Pewnie padasz z głodu.
Rzeczywiście. Zaburczało jej w żołądku, a chwile później lokalizator zapiszczał wzywając na stołówkę.
-Jeszcze jedno.
Chwycił ją za rękę odsłaniając urządzenie. Drugą dłoń uniósł wystawiając palec wskazujący, z którego wystrzelił niewielki i wąski czarny płomień. Przeciął nim pasek, a sam lokalizator zgniótł w dłoni i dla pewności "spalił" tym samym czarnym ogniem.
-Co to było? -spytała masując nadgarstek
-Moja moc indywidualna. Też znajdziesz swoją.
Zjedli w milczeniu. Allen jak to miał w zwyczaju porcję dla kilku osób. Cisze przerwał dopiero Goldstein.
-Witaj moja droga. -stanął za Erin kładąc jej ręce na ramionach- Zapewne wiesz czemu przyszedłem... Chciałem zapytać o tamte wydarzenia. Niestety żadne nagranie z kamer się nie zachowało...
-Myślę, że to nie będzie konieczne. -wtrącił Allen
Lekarz otworzył usta szeroko lecz nic nie odpowiedział.
-To samo myślę o jej terapii-jak śmiesz to nazywać. Bo znalazłeś się tu chyba po znajomości...
Na to stwierdzenie Erin parsknęła śmiechem.
-Zacznijcie robić coś przydatnego -kontynuował- Inaczej zrobię się nieprzyjemny. Mam dość odwalania waszych obowiązków.
Rozsiadł się wygodniej patrząc jak Goldstein w zorganizowanym popłochu oddala się
-Chodź! -rzucił wstając- załatwiłem ci nowy pokój.
Znów poprowadził ją labiryntem korytarzy
-Oto on -chwycił za klamkę
Znacznie różnił się od poprzedniego pokoju Erin. Był większy, tak duży jak Allena. Ściany w mozaice ciepłych kolorów nie przypominały już tych z izolatek. Była tam nawet duża szafa, niewielka biblioteczka i telewizor. Łóżko wisiało na linach przymocowanych do sufitu, a na biurku leżały wszelakie przypory piśmiennicze.
-Mam nadzieje, że Co się podoba.
-Tak, dzięki.
-Masz teraz pełną swobodę, a gdybyś czegoś potrzebowała zgłoś się do kogoś na świetlicy. Dostaniesz nawet Xbox'a jeśli chcesz. Nie będzie mnie parę dni, więc uważaj na siebie.
Zostawił ją wchodząc do pokoju naprzeciw. Czyli teraz jesteśmy tak blisko-pomyślała. Zakluczyła drzwi-kolejna nowość- i rzuciła się na posłanie. Czy zrobił to specjalnie? I dokąd się wybierał? Chyba nie zamierzał opuścić budynku? Wypuszczą go? I te wszystkie zdarzenia jak z jakiegoś filmu! To sen-usiłowała sobie wmówić-sen! Podeszła do półek z książkami i chwyciła pierwszą lepszą z brzegu.
-Astral Dynamics? -przeczytała
Pogrążyła się w lekturze słuchając muzyki...
12/05/2012
Wpis V
Witam Was! Drodzy nie istniejący czytelnicy... I Ciebie witam =^^=
Ogłoszenia parafialne: szukam Bety! Jak patrze na te błędy, które robię to mnie boli! Pomoże ktoś?
Szli w milczeniu. Białowłosy prowadził dziewczynę labiryntem nieskazitelnych korytarzy.
W końcu zatrzymał się przed którymiś z setek takich samych drzwi. Otworzył bez pukania wpuszczając Erin.
Ten pokój był utrzymany w zielonej tonacji, wszakże to kolor nadziei. Całą powierzchnie zajmowały krzesła i jeden fotel ustawione w krąg.
-Oh! Jesteś... I ty również? -spytał zdziwiony widokiem Allen'a
Oboje usiedli obok siebie, pośród innych pacjentów. Byli tam schizofrenicy, ludzie z depresjami, fobiami i podobnymi "lżejszymi" przypadłościami
-Jesteś u nas zaledwie dwa dni, a już tyle zmieniłaś. -zażartował, po czym wrócił do rozmowy z jednym z podopiecznych notując co chwila w swoim notesie.
-Matko! Ale mu napędziłeś stracha -szepnęła
Uśmiechnął się chytrze jak to miał w zwyczaju.
W końcu przyszła i ich pora na "zbawienną" rozmowę.
-Allen? Czy...
"Nie"
-Cóż, to się chyba nigdy nie zmieni. W takim razie może ty? -spytał patrząc Na Erin
-Ale co mam powiedzieć?
-Co chcesz.
-W takim razie nie chce nic mówić
Spojrzał na nią spode łba notując. Tym raczej nie przyspieszyła swojego wyjścia na wolność... Jednak coś takiego nie mogło sprawić by zgięła kark. Wolała iść w zaparte.
Mimo to musieli tam siedzieć ponad godzinę, aż Goldstein nie porozmawiał ze wszystkimi.
-Ale nuda! -rzuciła gdy wyszli
Wzruszył tylko ramionami, a po chwili wzdrygnął się. Zaczął gestykulować by Erin wróciła do siebie, a sam pobiegł w przeciwną stronę.
-Cóż... Kolejne dziwactwo -stwierdziła spokojnie
Ruszyła dalej, tym razem według wskazań lokalizatora. Szybko dotarła do swojego pokoju.
Stanęła przed drzwiami, coś było nie tak... Były uchylone. Gdy tylko zbliżyła się do luki poczuła szarpnięcie i uderzenie w głowę. Na chwilę ją zamgliło, a gdy wróciła ostrość widzenia ujrzała dwójkę ochroniarzy. Przyciskali ją do łóżka.
-Teraz nam już nie uciekniesz! -syknął pierwszy rozdzierając gruby materiał bluzy
-Twój koleżka jest teraz zajęty! -drugi z nich wykręcił jej ręce jeszcze bardziej
Ból. I strach. Ich zachowanie nie pozostawiało złudzeń do tego co chcieli zrobić. Ale nie tylko tego się bała...
Gdy pierwszy z oprawców ściągnął jej spodnie i zaczął rozpinać rozporek nie omieszkała kopnąć go w krocze.
-Radze wam uciekać! -próbowała przekrzyczeć jęki zwijającego się osobnika
Nowa fala bólu zalała jej ciało, a dokładnie ręce. Nie był jednak spowodowany chwytem ochroniarza, który w tej samej chwili odskoczył oparzony. Dłonie Erin znów płonęły tym strasznym błękitnym płomieniem, tak jak pokój.Żadne z nich nie mogło się ruszyć z powodu bólu. Zachowując resztki świadomości błagała by to był sen, zwykły koszmar. Tych dwoje na podłodze, płonące ściany i powietrze. Ten gorąc! Całe życie spędziła w chłodzie, a teraz gdy znów była bliska śmierci było gorąco. Resztka jej ubrania zdążyła już spłonąć, choć zdawało jej się iż płomienie ani temperatura nie krzywdzą jej.
Drzwi otworzyły się z hukiem. Przez łzy ujrzała białowłosego. Jego spokojny wyraz twarzy sprawiał, że ona sama się uspokajała. Podszedł do niej, a płomienie zdawały się go omijać... Nie patrząc na dziewczynę zdjął płaszcz odsłaniając obandażowany tors. Okrył Erin i wziął na ręce.
-Spokojnie, nic się nie dzieje. Uspokój się... -usłyszała niski i ciepły głos... W swojej głowie
4/08/2012
Wpis Czwarty
Pisane przy...
Czekał na nią przy stoliku naprzeciw drzwi. Przed nim stała kolejna rozpoczęta partia szachów.
Gdy tylko weszła na świetlice ściągnął kaptur.
-Tobie się to nigdy nie znudzi?
Pokiwał przecząco głową po czym zaprosił gestem do gry.
Znów zaczęli zmagania w bitwie umysłów.
-Dziwny ten doktorek, co?
"Tak"
-Jeszcze zrobi ze mnie świra... Kurna, strasznie dobry jesteś.
Wzruszył ramionami i wykonał kolejny ruch.
-Ha! Grasz z trucizną. Prawda?
Przytaknął
-Szkoda, że nie mówisz. -westchnęła- Wiem, twoja sprawa. Ale zdajesz się być naprawdę interesujący. Pewnie powiedziałbyś mi masę ciekawych rzeczy i nauczył lepiej grać w szachy...
Znów wzruszył ramionami.
"Mat"
-Widzisz? Za dobry jesteś dla mnie..
Uśmiechnął się kącikiem ust po czym wstał dając dziewczynie do zrozumienia, żeby poczekała.
Podszedł do okienka skąd pacjenci brali przeważnie gry lub przybory do rysowania.
Przywitał się z niską blondynką po czym wziął od niej dwa kubki i wrócił do stolika.
Erin przyjęła naczynie i podziękowała. Była to gorąca czekolada z bitą śmietaną.
-Mmm... Czy to cynamon? -spytała upijając nieco
"Tak"
-Pycha. Masz gust. -rzuciła i upiła kolejny łyk
Allen zaśmiał patrząc na nią. Wyglądała dość zabawnie z bitą śmietaną pod nosem.
-Co?
Wyciągnął z kieszeni płaszcza chusteczkę i podał ją różowowłosej
-Oh! Dzięki
W dalszej "konwersacji" przeszkodził im hałas jaki wywołali dwaj inni pacjenci zażarcie kłócący się o coś.
Białowłosy westchnął zrezygnowany. Wstał i podszedł do nich. Musiał ich rozdzielić, gdyż zaczęli się na siebie rzucać. Potrząsnął nimi po czym gestami nakazał im podzielić się przedmiotem sporu, którym okazał się pisak.
-Wow. A strażnicy nie mogli tego zrobić? -spytała gdy wrócił
"Nie"
-Racja. Po co pytam...
Lokalizator znów się odezwał.
-Eh... Za godzinę mam terapie grupową.
Pokręcił głową.
-A ty nie chodzisz na żadną terapie? -zakpiła
"Nie"
-Serio? Doktorek się do ciebie nie przyczepia?
"Nie"
-Ee? No mniejsza... A może pójdziesz ze mną? Ktoś normalny przy boku by się przydał... Żebym nie ześwirowała.
"Zgoda"
-Serio? Dzięki! -ucieszyła się i rzuciła mu się na szyje przez stolik
Poklepał ją po plecach po czym delikatnie od siebie odsunął. Jego twarz pokrył rumieniec.
-Ej! Nie bądź taki nieśmiały -rzuciła pokazując język
Pokręcił głową
Czekał na nią przy stoliku naprzeciw drzwi. Przed nim stała kolejna rozpoczęta partia szachów.
Gdy tylko weszła na świetlice ściągnął kaptur.
-Tobie się to nigdy nie znudzi?
Pokiwał przecząco głową po czym zaprosił gestem do gry.
Znów zaczęli zmagania w bitwie umysłów.
-Dziwny ten doktorek, co?
"Tak"
-Jeszcze zrobi ze mnie świra... Kurna, strasznie dobry jesteś.
Wzruszył ramionami i wykonał kolejny ruch.
-Ha! Grasz z trucizną. Prawda?
Przytaknął
-Szkoda, że nie mówisz. -westchnęła- Wiem, twoja sprawa. Ale zdajesz się być naprawdę interesujący. Pewnie powiedziałbyś mi masę ciekawych rzeczy i nauczył lepiej grać w szachy...
Znów wzruszył ramionami.
"Mat"
-Widzisz? Za dobry jesteś dla mnie..
Uśmiechnął się kącikiem ust po czym wstał dając dziewczynie do zrozumienia, żeby poczekała.
Podszedł do okienka skąd pacjenci brali przeważnie gry lub przybory do rysowania.
Przywitał się z niską blondynką po czym wziął od niej dwa kubki i wrócił do stolika.
Erin przyjęła naczynie i podziękowała. Była to gorąca czekolada z bitą śmietaną.
-Mmm... Czy to cynamon? -spytała upijając nieco
"Tak"
-Pycha. Masz gust. -rzuciła i upiła kolejny łyk
Allen zaśmiał patrząc na nią. Wyglądała dość zabawnie z bitą śmietaną pod nosem.
-Co?
Wyciągnął z kieszeni płaszcza chusteczkę i podał ją różowowłosej
-Oh! Dzięki
W dalszej "konwersacji" przeszkodził im hałas jaki wywołali dwaj inni pacjenci zażarcie kłócący się o coś.
Białowłosy westchnął zrezygnowany. Wstał i podszedł do nich. Musiał ich rozdzielić, gdyż zaczęli się na siebie rzucać. Potrząsnął nimi po czym gestami nakazał im podzielić się przedmiotem sporu, którym okazał się pisak.
-Wow. A strażnicy nie mogli tego zrobić? -spytała gdy wrócił
"Nie"
-Racja. Po co pytam...
Lokalizator znów się odezwał.
-Eh... Za godzinę mam terapie grupową.
Pokręcił głową.
-A ty nie chodzisz na żadną terapie? -zakpiła
"Nie"
-Serio? Doktorek się do ciebie nie przyczepia?
"Nie"
-Ee? No mniejsza... A może pójdziesz ze mną? Ktoś normalny przy boku by się przydał... Żebym nie ześwirowała.
"Zgoda"
-Serio? Dzięki! -ucieszyła się i rzuciła mu się na szyje przez stolik
Poklepał ją po plecach po czym delikatnie od siebie odsunął. Jego twarz pokrył rumieniec.
-Ej! Nie bądź taki nieśmiały -rzuciła pokazując język
Pokręcił głową
3/30/2012
Wpis trzeci
Erin stanęła przed drzwiami gabinetu, jak się okazało doktora Goldstain'a.
-Wejdź prosze -usłyszała zanim zapukała
Uchyliła drzwi i zajrzała do środka. Gabinet był umeblowany typowo dla psychiatrów: biurko, sofa dla pacjentów, fotel i cała masa dyplomów i świadectw na ścianach. W dodatku wszystko przystrojone miękkimi dywanami, boazerią... I całość w ciepłych, nieco mdłych, odcieniach brązu.
-Dzień dobry... -przywitała się nieśmiało
-Wejdź, wejdź... usiądź na sofie. Zaraz do Ciebie podejdę. -rzucił zza monitora
Dziewczyna posłusznie usiadła i zapadła się w miękkim meblu.
Po chwili Goldstain zasiadł w fotelu naprzeciw różowowłosej.
-A więc... Wiesz czemu się tu znalazłaś?
Zapadła chwila ciszy.
-Z powodu tamtego wypadku?
-Tak... To jest powiązane z "wypadkiem", który miał miejsce dwa dni temu w twoim domu. Możesz powiedzieć co się stało?
-Em.. Tak... Wybuch pożar.
-Tak. A czy wiesz dla czego?
-Nie, nie wiem.
-Śledztwo wykazało, że to nie wina wadliwej instalacji... Źródła ognia nie znaleziono.
-Twierdzi pan, że sama wywołałam pożar?
-Nie. Ja nie jestem od tego. Jestem doktorem, nie policjantem. Mam ci pomóc, nie dochodzić winy. -rzekł i zapisał coś w notesie na kolanie
-Ogień pojawił się w twoim pokoju, wieczorem. Byłaś tam gdy ogień zaczął się rozprzestrzeniać. Spędziłaś tam trochę czasu, ale wyszłaś bez najmniejszego oparzenia. W szpitalu twierdziłaś, że twoja ręka płonęła. Możesz mi to wyjaśnić?
-Miałam przewidzenia. Bałam się.
-Czyli halucynacja? -znów coś zanotował
-Nie. Zwykłe przewidzenie. Czy panu się to nie zdarza? Gdy idzie pan nocą i kątem oka dostrzeże ruch to nie wydaje się panu, że coś widział?
-Nie spaceruje nocą, ale to nie o mnie mamy rozmawiać. A czy tutaj też zdawało ci się, że twoja ręka płonęła?
-Nie.
-Dobrze... Teraz pokaże ci parę obrazków, a ty powiedz co widzisz.
Goldstain wyciągną z szuflady biurka tabliczki z "kleksami". Pokazywał je Erin dobre piętnaście minut poczym stwierdził, że jest wolna.
-Na dziś to wszystko. Ojciec stwierdził, że jesteś zamknięta w sobie, więc znajdź jakiegoś przyjaciela. Rozmawiajcie, śmiejcie się.. Zapisze cię na terapię grupową.
-Do widzenia -odparła i wyszła
~Terapia grupowa? Kpina! Czuje się jak autentyczny czubek...
Dziewczyna ruszyła przed siebie. Po dobrej godzinie spaceru pośród białych korytarzy z obawą stwierdziła, że nie wie gdzie jest. Spojrzała jednak na Lokalizator, który wzywał na świetlice. Ruszyła więc z nadzieją spotkania Allena...
3/29/2012
Wpis Drugi
Obudził ją szczęk automatycznego zamka drzwi.
-To wszystko zły sen –rzuciła sennym głosem przecierając oczy
Mimo, że łóżko było nie gorsze niż w jej domu to nie wyspała się i nie miała żadnych snów. Przynajmniej żadnych nie pamiętała.
Drzwi otworzyły się, a do środka wszedł „opiekun” Erin. W rękach trzymał paczkę.
-Dzień dobry. Wyspana? –spytał choć nie czekał na odpowiedź- Tutaj masz trochę rzeczy. Twój ojciec je przysłał…
Położył pakunek na stoliku.
-Za pół godziny jest śniadanie. Powinnaś łatwo trafić, w razie co pytaj lub spójrz na swój lokalizator. Właśnie! Tutaj jest twój! –rzekł i wyciągnął z kieszeni urządzenie przypominające zegarek, które założył dziewczynie na rękę
Zapięcie było zrobione tak, że można było je zapiąć, odpiąć już nie.
-Noś go zawsze i nie próbuj ściągać. Jest wodoodporny, więc nie martw się.
Wyszedł zamykając za sobą drzwi i zostawiając ją samą ze sobą.
-Fajnie! Gps… Pewnie działa też w drugą stronę –zakpiła
Wstała i podeszła do stolika. Otwarła pudło. W środku znajdowało się kilka ubrań, zdjęć rodzinnych, paczka baterii i błękitny kryształ w kształcie ośmiościanu zawieszony na srebrnym łańcuszku. Zdjęcia natychmiast wylądowały na podłodze, a rzeczy pozostawione w pudełku postawione obok łóżka.
-Nareszcie… -westchnęła zakładając naszyjnik
Nie lubiła rozstawać się z pamiątką po matce.
Wyszła na korytarz rozglądając się cały czas. Kierując się według wskazań „lokalizatora” dotarła na stołówkę. Do śniadania zostało jeszcze jakieś 10.minut więc było pustawo.
Z łatwością odnalazła chłopaka, z którym wczoraj rozmawiała. Znów miał kaptur na głowie.
-Można? –spytała podchodząc
„Tak”
-Smacznego
„Dziękuje”
Popatrzyła na niego znów się dziwiąc. Jadł, ale przed nim stała porcja dla czterech może pięciu osób.
-Ty to wszystko zjesz?
„Tak”
-Zawsze tak? –spytała patrząc na raczej chude, zwinne dłonie
„Tak”
~Przy nim nawet mój ojciec zdaje się normalny
Wskazał na okienko, przy którym wydawano posiłki. Zrozumiała. Wstała i podeszła.
-Witam. Nowa? –spytał młody kucharz w czepku na głowie- Co podać?
-Em… Tak, jestem tu od wczoraj. A co macie?
-Wszystko, dosłownie. To nie jest szkolna stołówka. –zaśmiał się
-W taki razie poproszę solankę rybną, befsztyk z sosem śliwkowym i czekoladową maślankę -zakpiła
-Chwileczkę.
Chłopak znikł w głębi kuchni, po czym wrócił z „zamówieniem” Erin.
-Proszę –podał jej tace
Różowowłosa zamrugała kilka razy niedowierzając.
-D-dzięki
Wróciła z jedzeniem do stolika. Gdy usiadła Allen wciągnął zapach potraw przyniesionych przez nią i pokiwał głową z aprobatą.
-Rany! Ty to naprawdę zjesz i to całkiem szybko. –stwierdziła patrząc na jego tacę
Jej zawartość zmniejszyła się o połowę. Wzruszył ramionami.
Zjedli w milczeniu.
-Pycha! Ale się objadłam…
Lokalizator Erin zapikał i zaświecił wyświetlając komunikat „Zapraszam na terapię”
-Chyba mnie wzywają.. Sprytne to. Nie sądzisz?
„Nie”
Białowłosy przyłożył palec wskazujący do skroni i udał, że wwierca się nim w czaszkę. Zdawał się mówić „Nie daj się”
-Cóż… Może masz rację, ale będę grać w ich grę. Chcę stąd wyjść…
Pokręcił tylko głową…
-Do zobaczenie –rzuciła i poszła za wskazaniami urządzenia
Wpis pierwszy
Dwóch potężnie zbudowanych ochroniarzy tajnego zakładu psychiatrycznego, dla rodzin przedstawicieli rządu z całego świata, siłą wprowadzało na świetlicę dziewczynę o różowych włosach.
-Przestań mnie obmacywać! –krzyknęła usiłując się wyrwać
-Przestań mnie obmacywać! –krzyknęła usiłując się wyrwać
Na wiele się to nie zdało. Sama ich masa przytłaczała drobną, choć wysoką, dziewczynę.
Całej tej scenie przyglądał się cały oddział, jednak zareagował tylko jeden chłopak. Podszedł do dryblasów i chwycił ich za kołnierze, a następnie cisnął nimi na najbliższą ścianę.
Mimo, że był od nich niższy o głowę przerazili się nie na żarty.
Obrzucił ich ostrym spojrzeniem spod cienia kaptura płaszczu i wyciągnął jednemu z kieszeni iPad’a, którego podał różowowłosej. Widząc to wszystko mogła się jedynie dziwić. W między czasie ochroniarze zebrali się z ziemi i zniknęli za drzwiami.
-Dzięki za pomoc i za iPad’a. –zwróciła się do swojego wybawiciela rozmasowując obolałe ramie
Złotooki jedynie zsunął wysoki kołnierz z ust i uśmiechnął się delikatnie, po czym wrócił do stolika, przy którym siedział wcześniej. Znów pochylił się nad rozpoczętą, samotną partią szachów.
-Hej. Mogę się przysiąść? –spytała nieśmiało
Kiwnął twierdząco głową.
-Jestem Erin, a… -urwała w pół zdania czując na ramieniu czyjąś rękę
-Witaj –zwrócił się de niej lekaż- Będziesz od dziś pod moją opieką i mam nadzieje, że razem poradzimy sobie z twoim problemem. Terapię zaczniemy od jutra, więc na razie odpocznij.
~Heh… Grajmy w ich grę to może szybciej stąd wyjdę -pomyślała
-A! Jak widzę zaprzyjaźniłaś się już z Allenem… Eh, muszę cię ostrzec-jest mało rozmowny. Szczerze mówiąc to nie odezwał się słowem już od siedmiu lat. –rzekł i ruszył dalej wesoło pogwizdując i doglądając innych pacjentów. Mniej lub bardziej szalonych.
-Ty naprawdę nie…
Wzruszył ramionami urywając temat. Wskazał zachęcająco na szachy.
Dziewczyna westchnęła. Nie pojmowała jak można nie wypowiedzieć choćby słowa przez tak długi czas. Erin przygasła na chwile, po czym znów się ożywiła. Tylko oczy Allena pozostały niezmienne, tak jak pięć lat temu.
-Skoro ty nic nie mówisz, to ja będę gadać za nas dwóch –rzuciła z szerokim uśmiechem
Wykonała ruch gońcem bijąc wierze.
-Dlaczego tu jesteś? Eh. Pytania nie mają sensu…
Zbił gońca skoczkiem i wskazał na białego króla „Szach”
- Dobry jesteś. Możesz zdjąć kaptur? Dziwnie się czuje rozma… Mówiąc do ciebie nie widząc twojej twarzy.
Zbiła królową jego skoczka
-Szach
Popatrzył na nią spode łba jakby się zastanawiał, poczym jednak zsunął kaptur odsłaniając niemal śnieżnobiałe długie włosy.
-Oh! –westchnęła
Złote oczy, białe włosy i około dwudziestu lat. Całokształt przedstawiał się co najmniej szokująco.
Nie przejmując się jej reakcją wykonał swój ruch. Zbił królową gońcem, poczym przewrócił jej króla. „Szach mat’
-To nie twój naturalny kolor? –spytała niepewnie
Pokiwał głową najpierw na tak, później na nie.
-Nie farbowałeś?
„Nie’
-Więc.. Osiwiałeś?
„Tak”
Chciała spytać o coś jeszcze, ale zjawił się jej lekarz „opiekun”.
-Czas na zabawy się skończył. Odprowadzę cię do twojego pokoju.
Spojrzała na Allena, ale ten był już przy drzwiach.
Wstała więc i posłusznie poszła za lekarzem. Zaprowadził ją do niewielkiego pokoju, w którym znajdowało się dość wygodne łóżko, krzesełko i stolik. Wszystko przymocowane do podłogi i obite ochronną warstwą.
Gdy tylko została sama położyła się próbując zasnąć. Wciąż myślała o tym co się dziś wydarzyło…
Subskrybuj:
Posty (Atom)